-
Złotnictwo w Polsce
Od najdawniejszych czasów rzemiosło złotnicze otoczone było szczególnie urokiem i tajemniczością, a zawód złotnika stawiano zawsze na jednym z pierwszych miejsc w hierarchii rzemieślniczej. Umiejętność przetapiania tak bardzo zawsze pożądanego przez ludzkość złota, umiejętność obróbki metali i kamieni szlachetnych oraz wykonywania z nich drogocennych, artystycznych przedmiotów, budziła podziw i uznanie dla zawodu złotniczego.
Dzieła sztuki złotniczej wytwarzane z kosztownych, prawie niezniszczalnych metali szlachetnych zaspokajały najwybredniejsze wymagania i upodobania estetyczne człowieka. W zabytkach złotnictwa zachowały się wszelkie cechy i wzory stylów i zdobnictwa danej epoki. Niezależnie od wartości artystycznych i piękna antycznych wyrobów złotniczych, podziw budzi technika ich wykonania. Przy niezwykle prostym i skromnym wyposażeniu w narzędzia i aparaturę złotnik egipski, etruski, a nawet średniowieczny – francuski, wykonywał ze złota tak wspaniałe wyroby, że obecnie nawet niewielu tylko złotników podjęłoby się je wykonać. Niektóre zaś metody pracy, jak np. tajemnica precyzyjnej i doskonałej granulacji Etrusków została dopiero w ostatnich latach poznana i z ogromnym trudem może być naśladowana.
Niestety wysoka wartość metali szlachetnych stanowiła częstokroć przyczynę barbarzyńskiego niszczenia dzieł sztuki złotniczej. Każda wojna prowadziła do ich zniszczenia. Wyroby ze złota były rabowane jako zdobycz wojenna i ze względu na łatwość przewozu przetapiane na kruszce albo na monetę dla celów prowadzenia wojny. Dlatego też przedmiotów złotych i srebrnych z dawnych czasów zachowało się mniej niż innych, wykonanych z materiałów bardziej nawet narażonych na zniszczenie. Benvenuto Cellini (1500-1571 r.) jeden z najsłynniejszych, artystów-złotników, opisuje w swych pamiętnikach, jak w celu uratowania, chociażby kruszcu dla papieża Klemensa VII, przetapiał ok. 200 funtów wyrobów ze złota.
Dzieje złotnictwa polskiego wiążą się z dziejami naszej państwowości. Jak wiadomo z historii, król Bolesław Chrobry goszcząc u siebie cesarza Ottona całą sporządzoną ze złota i srebra zastawę stołową ofiarował swemu gościowi po skończonej uczcie. Należy przypuszczać, że przynajmniej część tych przedmiotów wykonana była przez złotników polskich. Nie znane są jednak ich nazwiska, ani tez nie ma żadnych śladów ich pracy. Pierwsza pewna wiadomość o istnieniu złotnictwa w Polsce stwierdza, że pod koniec wieku XII, w Kaliszu, brat zakonny Konrad wyrabiał kościelne przedmioty złotnicze.
Dopiero z początkiem XIV w. powstały w Polsce warunki umożliwiające rozwój sztuki złotniczej. Powstały i rozwinęły się bogate miasta, a ich mieszkańcy mogli w spokoju zająć się handlem i rzemiosłem.
Do najstarszych zabytków złotnictwa w Polsce należą: dwa srebrne pozłacane kielichy, pochodzące z roku 965 z daru Dąbrówki, które znajdują się w Trzemesznie; srebrna czara obrządkowa w kształcie kielicha – w katedrze płockiej; kielichy i hermy ofiarowane kościołom przez Kazimierza Wielkiego, a więc: kielich srebrny z roku 1351 – w Trzemesznie, kielich z kościoła parafialnego w Stopnicy, kielich z roku 1363 z dawnej kolegiaty kaliskiej, oraz herma św. Zygmunta z Płocka. Arcydzieło sztuki złotniczej, relikwiarz św. Marii Magdaleny ofiarowany przez króla Kazimierza Wielkiego w roku 1370 kościołowi w Stopnicy został w czasie ostatniej wojny tak zniszczony, że nie ma widoków przywrócenia mu wyglądu pierwotnego. Wśród wielu zabytków złotnictwa polskiego uległ również zniszczeniu kurek Bractwa Strzeleckiego m. Warszawy.
Najstarsze księgi rachunkowe miasta Krakowa, rejestrujące różne transakcje handlowe mieszkańców, podają nazwiska złotników już z początków XIV wieku. Na przykład
w roku 1316 złotnik Henryk Stary był właścicielem domów i ławnikiem miejskim. W roku 1319 złotnik Heynko był również ławnikiem; w roku 1312 złotnik Mikołaj posiadał dom przy ul. Krzyża, a prócz tego ogrody za miastem. Inny złotnik - Michał był w roku 1339 radcą miejskim i ławnikiem. Kupił on dom od złotnika Wilhelma. Hanusz Ilkus z Olkusza w latach 1392 – 1395 pracował na dworze króla Władysława Jagiełły, wykonując między innymi srebrne pasy dla królowej Jadwigi. Oprócz tych kilku przytoczonych nazwisk złotników, którzy w zarządzie miasta zajmowali wybitne stanowiska i byli ludźmi zamożnymi – co świadczy, że zawód ich był ceniony i intratny – w starych księgach Krakowa znaleźć można jeszcze kilkadziesiąt nazwisk innych złotników z XIV wieku. W Krakowie, mieście stołecznym o dużym ruchu handlowym, pod bokiem dworu królewskiego złotnictwo rozwijało się bardzo pomyślnie. Tutaj też najwcześniej powstał pierwszy w Polsce cech złotniczy. Pierwszy przywilej królewski, zatwierdzający odrębność tego rzemiosła, nadany został w 1370 r. przez króla Ludwika Węgierskiego, a rada miasta Krakowa zatwierdziła pierwszy statut prawny krakowskiego cecha, złotniczego w 1392 r. Obydwa te dokumenty uległy niestety zniszczeniu w czasie pożaru. Przywileje te, wśród postanowień dotyczących organizacji rzemiosła złotniczego, uprawnień mistrzów i cechmistrzów, zawierały również prawdopodobnie przepisy ustalające próby wytwarzanych przedmiotów złotych i srebrnych.
Świadczy o tym wzmianka z 1393 r. o istnieniu topni miejskiej w Krakowie, w której wytapiano sztaby noszące nazwę „brantu krakowskiego”; na sztabach tych na dowód pochodzenia i jakości, wybijano cechę miasta. Znaczenie topni miejskiej dla rozwoju rzemiosła złotniczego było bardzo doniosłe, gdyż dostarczała ona nie tylko materiału surowego, ale prze-rabiała również odpadki metali szlachetnych i sprawowała pewnego rodzaju nadzór nad wyrobami złotników.
O organizacji rzemiosła złotniczego w Polsce w XV w. najlepiej poinformuje dosłownie cytowany ,,wilkierz”, czyli uchwala rady miejskiej, w r. 1475):„My rajcy miasta Krakowa oznajmiamy publicznie tymże listem wszystkim, i każdemu z osobna, którzy je widzą albo słyszą jego czytanie, żeśmy za wolą naszej rady najwyższej i wiedzą, złotnikom, naszego miasta, te spisane artykuły i postanowienia nadali, by je w cechu niezmiennie z woli rady zachowali.
§ 1. Który by towarzysz pragnął mistrzem zostać, winien jest co najmniej jeden rok w rzemiośle wybyć, a to dlatego, by mieć sposobność poznać go, skąd pochodzi i jak się na rzemiośle wyznaje.
§ 2. SZTUKA MISTRZOWSKA. Potem winien tenże towarzysz, który tu mistrzem chce zostać, dowieść sprawności rzemiosła według następujących a poniżej spisanych artykułów, mianowicie trzy sztuki winien zrobić: Po pierwsze, ma zrobić srebrny kubek. Po wtóre, -winien uczynić pieczęć, w niej ma być wyryty hełm i tarcza z klejnotem tudzież litery nad nim jak się należy. Po trzecie, winien kamień osadzić w zlocie, a owe trzy sztuki winien robić u zaprzysiężonego cechmistrza i wykonać w ten sposób, by całemu miastu, i cechowi przyniosło to chwałę, a te wszystkie rzeczy winien wykończyć i zdolność wykazać zanim się ożeni.
PRAWO MIEJSKIE: Który towarzysz chce uzyskać prawo miejskie, Winien je pozyskać z pomocą zaprzysięgłych cechmistrzów, oni to winni on zalecić radzie i dobre świadectwo o nim wydać.
O DOPUSZCZALNYM UCHYBIENIU W STOPNIACH: co się tyczy robót złotniczych: mis, nalewek, flasz, kubków, kielichów, łyżek, guzów i wszelakich naczyń do picia, to na jedną grzywnę srebra przypada jeden skojec opustu, co jednak dotyczy sztuk małych, pasków atboli też klamer, które należą do sztuk wielkich albo małych, to wtedy na grzywnę idzie jeden lut opustu.
O ROBOCIE ZE ZŁOTA: Co złotnicy wyrabiają ze złota na sprzedaż, winno trzymać próbę 18 gradów, a jeżeli im ktoś dostarczy do roboty swego złota, które im ktoś daje, to winien on zastrzec, by robili z tej samej próby jaką im się daje.
O ZŁOCENIU: Kto żąda od złotników, by mu miecze złotem pozłocili, ten winien im dać cztery grosze, od grzywny srebra za rtęć i za robotę lub przytem przyrzec wynagrodzenie za czas i ugodzoną w mennicy opłatę.
CI CO NIE MAJĄ PRAWA MIEJSKIEGO: Żaden towarzysz wśród nich nie ma prawa miejskiego, nie może wbrew woli mistrzowej robić rzemiosła itp. póki nic zostanie mieszczaninem i nie uzyska wstępu do bractwa.
O ZŁEJ ROBOCIE: Kto pośród nich zostanie przychwycony na złej robocie raz, dwa lub trzy razy, ma zapłacić za każdym razem sześć groszy kary i robotę utracić. Jeżeli popadnie ktoś po raz czwarty w winę, i mu się jego kram zamknąć i zawiadomić o tym radę miejską, która ma go za to ukarać jak prawo każe, a po przeszukaniu, co się u niego znajdzie, to winno mu się za jego robotę zapłacić.
O NIESPRAWIEDLIWEJ WADZE: U kogo znajdują się niedobre ciężarki albo złe wagi, o takim należy donieść panom z rady, aby go ukarali według uznania. ,Kto drugim czeladź wypożycza albo im ją odmawia dziewkę, chłopca lub towarzysza, ten winien dać cechowi jeden kamień wosku kary. Również nie powinien żaden mistrz chować w pracowni więcej towarzyszów jak dwóch oraz dwóch chłopców.
OKARACH: jako zwykłe i możliwe (dopuszczalne) kary inne cechy mają, to przy zapłacie kary idzie 1 do 2 groszy na naprawę zbroi, jako też na światło przy marach i na pogrzebach, żałomszy i inne dobre porządki, które nadajemy złotnikom wraz z niniejszym listem, który dan jest i napisany w piątek przed narodzeniem Najświętszej Panny Marji, po narodzeniu Chrystusa Pana w roku tysiącznym czterech setnym siedemdziesiątym piątym.”Życie religijne wśród złotników było bardzo ożywione, a nieobecność na wspólnych nabożeństwach, urządzanych przez cech, była karana.
Patronem rzemiosła złotniczego jest św. Eligiusz, złotnik i biskup w Noyon, urodzony w 588 r. w Limoges, w południowej Francji. Kult św. Eligiusza był bardzo rozpowszechniony w cechach złotniczych dawnej Polski, a nabożeństwa ku jego czci specjalnie uroczyście były odprawiane.
Wizerunek swego patrona umieszczali złotnicy wszystkich prawie cechów złotniczych na swych pieczęciach cechowych. Podobne prawa jak cech krakowski, posiadały cechy złotnicze we wszystkich większych miastach w Polsce, gdzie rozwijało się również złotnictwo, a więc w Warszawie, Gdańsku, Lwowie, Wilnie, Lublinie: Toruniu, Przemysłu i innych.
Pierwsze wiadomości o złotnikach warszawskich pochodzą już z roku 1339. Prawdziwy rozwój lego rzemiosła w Warszawie przypadł jednak dopiero w trzy wieki później, tj. od roku 1619, po przeniesieniu tam stolicy przez króla Zygmunta III Wazę. Król ten już w 1589 r. zatwierdził przywileje nadane przez ostatnich Jagiellonów cechowi złotniczemu i przyłączył do niego szmuklerzy, malarzy i aptekarzy. To podporządkowanie innych zawodów cechowi złotniczemu świadczy nie tylko o opiece, jaką otaczał rzemiosło złotnicze król Zygmunt III, lecz również tłumaczyć je można dominującym stanowiskiem złotników; mieli oni – podobnie jak szlachta – prawo do noszenia szabli, a w uroczystych występach, procesjach lub pochodach zajmowali poczesne, bo drugie miejsce.
Król Zygmunt III nie tylko opieką otaczał złotników – co zresztą czynili i inni królowie polscy przed nim i po nim, a zwłaszcza Zygmunt Stary i Zygmunt August – lecz również sam był zamiłowanym złotnikiem. Pięknie emaliowane kubki i kielichy kościelne srebrne jego roboty dzisiaj jeszcze znajdują się w muzeach i kościołach. Król Zygmunt III miał nawet, na Wawelu urządzoną własną pracownię złotniczą, zwaną Alchemią, w której – jak piszą kronikarze – z pomocą swego doradcy i marszałka nadwornego Mikołaja Wolskiego „z wielką skłonnością oddawał się złotnictwu”.
Wyroby złotnicze z XV i XVI w. świadczą bardzo pochlebnie zarówno o fachowym, jak i artystycznym wykształceniu złotników. Władysław Łoziński w pracy swej pt. „Złotnictwo lwowskie” pisze: „wszystkie najgłówniejsze przynajmniej techniki, jakimi posługuje się złotnictwo, nie wyjmując i tej, której używa w rozwiązaniu najwyższych swoich zadań artystycznych, nie były obce złotnikom lwowskim. Z warsztatów ich wychodziła zarówno tzw. grosseria, jak i minuteria, w inwentarzach kramów złotniczych zasilanych robotą lwowską spotykamy wzmianki o przedmiotach ze złota szmelcowanych; jest to wskazówka, że znano technikę szmelcowania czyli emaliowania (smalto); rznięto kamienie, jak np. złotnik Konarzewski; obrabiano brylanty i inne drogie kamienie, „sypano” i kameryzowano czym słynęli Jakub Burnett i Mikołaj Siemiradzki, którego mistrzostwo w tej sztuce uznaje król Zygmunt III w swoim dyplomie. Odlewano figurki, jak to widzimy z ugody z Klubczycem; inkrustowano srebrem i złotem stal i żelazo, jak np. Marcin Glinka; uprawiano tzn. technikę filigranową, jak to wiemy o Bartłomieju Albrychtowiczu; montowano w złoto i srebro jaja strusie, orzechy kokosowe, czyli jak je podówczas zwano indyjskie, i majoliki (zapewne włoskie i niemieckie), jak np. Szymon Duchnic, a tzw. sztuka trybowania i cyzelowania tj. wykuwania dłutkami, czyli tzw. punczynami ornamentów albo całych płaskorzeźb figuralnych, jedna z najwyższych umiejętności złotnika – artysty musiała kwitnąć we Lwowie, skoro z dalekich stron nawet udają się tu z zamówieniami na tego rodzaju roboty.A dalej pisze Łoziński: „Spotykamy wszystko, co tylko wyjść może z pod dłoni doskonałego złotnika. Kosztowne sprzęty kościelne, jak tryptyki, monstrancje, kielichy trybularze; naczynia użytkowe i dekoracyjne, jak wazy, roztruchany, puchary, kusze, łyżki; broń i przyrządy zbytkowe, złociste i sadzone kamieniami, jak szable, buławy, rzędy; biżuterie i klejnoty w całej ówczesnej bogatej swej rozmaitości, począwszy od wielkich łańcuchów, pasów męskich, pasków, czyli tzw. obręczy kobiecych, dyademów, czyli koron, noszeń, kanaków, manelli aż do najdrobniejszych sprzączek, guzików itp. Nie mówiąc już o wyraźnych zastrzeżeniach, zawartych w umowach, że robota ma być wykwintna i artystyczna „cudnej roboty”, „z pilnością i ochędóżnie jako najpiękniej może być robiono itp.”
Jak z powyższego widać, rozmaitość wyrobów złotniczych w wieku XVI lub XVII była może nawet większa niż obecnie. Złotnicy innych miast polskich byli widocznie jeszcze bardziej fachowo wyszkoleni niż złotnicy lwowscy, skoro ci ostatni niejednokrotnie zanosili skargi do królów, narzekając na konkurencję złotników krakowskich, gdańskich lub lubelskich. Potop szwedzki, który zrujnował cały kraj, doprowadził również do upadku kwitnące dotychczas rzemiosło złotnicze; liczne wojny nawiedzające później Rzeczpospolitą, a wreszcie tragiczna utrata niepodległości nie pozwoliły złotnictwu już nigdy później osiągnąć dawniejszego znaczenia.
Do upadku złotnictwa przyczyniło się również bardzo obniżenie próby w wyrobach złotniczych nie kontrolowanych prawie zupełnie ani przez władze miejskie, ani przez cechy. W tych warunkach nie tylko możnowładcy, ale i szlachta w poszukiwaniu dobrego złota czyniła zakupy wyrobów złotniczych najczęściej w Gdańsku, gdzie rzemiosło to osiągnęło pełny rozkwit, a później we Wrocławiu.
Dopiero w drugiej połowie wieku XIX powstały w Warszawie duże wytwórnie wyrobów ze złota i ze srebra, a piękne i artystycznie wykonane wyroby krakowskie zdobyły sobie ogólne uznanie.
Pierwsza wojna światowa wpłynęła na znaczne zubożenie rzemiosła złotniczego, a całkowity prawie brak złota i srebra, które zostały użyte na cele wojenne, spowodował unieruchomienie niemal wszystkich pracowni złotniczych. W okresie międzywojennym złotnictwo rozkwitło na nowo. Z istniejących na terenie kraju ok. 1200 pracowni złotniczych ogromna większość zgrupowana była w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Lublinie.
Rzemiosło złotnicze jest bowiem rzemiosłem typowym dla wielkich miast. Tylko w dużym środowisku złotnik może zaopatrzyć się w odpowiednią ilość potrzebnych mu do pracy, surowców, tj. złota, srebra, platyny i kamieni szlachetnych oraz odpowiednio urządzić pracownię wyposażoną w chemikalia, narzędzia, gaz świetlny, prąd elektryczny itp. Wreszcie tylko w większym mieście znaleźć może złotnik nabywców na swe cenne wyroby. Poza tym urzędy probiercze, którym złotnicy przedkładają swe wyroby do zbadania i cechowania, znajdują się w wielkich miastach – w Warszawie i Krakowie.
Około 70% istniejących w tym czasie w Polsce pracowni złotniczych zajmowało się prawie wyłącznie wyrobem biżuterii złotej, jak obrączek ślubnych, pierścionków, bransolet, łańcuszków, kolczyków, brosz itp., pozostałe 30% pracowni zajmowało się przeróbką srebra. Pracownie te wytwarzały zastawy stołowe, a więc najrozmaitsze tace, wazy, czajniki, kosze, sztućce, kasety oraz naczynia i przedmioty liturgiczne, jak monstrancje, krzyże, kielichy, relikwiarze, świeczniki itp.
W roku 1936 ogólna ilość złota przerobionego w pracowniach złotniczych na obszarze Polski (z wyjątkiem Poznańskiego i Pomorza) wyniosła 1100 kg, a srebra – 29000 kg. Wyroby polskiego rzemiosła złotniczego wyróżniały się nie tylko jakością wykonania, lecz również smakiem artystycznym, to też powstrzymały prawie zupełnie import wyrobów zagranicznych.
Wojna z Niemcami i krwawa hitlerowska okupacja Polski wyrządziła złotnictwu polskiemu ogromne szkody. Około 70% ogółu wykwalifikowanych mistrzów złotniczych zginęło w niemieckich obozach koncentracyjnych. Oprócz tych niepowetowanych strat w materiale ludzkim wydane przez okupanta ustawy, ograniczające wytwarzanie i handel wyrobami złotniczymi spowodowały znaczne obniżenie ilości i jakości tych wyrobów oraz zlikwidowały wiele zakładów przez skierowanie rzemieślników do zawodów pokrewnych, bardziej związanych z produkcją wojenną. Najboleśniejszym ciosem dla złotnictwa polskiego było barbarzyńskie zniszczenie Warszawy. Znajdowały się tu bowiem i uległy zniszczeniu największe i najlepiej urządzone pracownie i wytwórnie złotnicze. Równie niepowetowane straty poniosło złotnictwo w zabytkach sztuki złotniczej. Wartościowe antyczne srebra oraz wyroby złote zostały zniszczone i połamane lub przetopione i wywiezione przez Niemców. Obrabowano z cennych dzieł sztuki złotniczej polskie muzea, kościoły, a zwłaszcza bóżnice. Opublikowane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki straty wojenne zbiorów polskich w dziedzinie rzemiosła artystycznego wyliczają tylko drobną cząstkę rzeczywistych strat. Znaczna część wyrobów złotniczych w naszych muzeach nie była bowiem skatalogowana, opisana ani nawet sfo-tografowana. Nie pomyślano również o ich właściwym przechowaniu i zabezpieczeniu.Z najbardziej znanych zabytków zostały zniszczone lub zaginęły: herma św. Magdaleny i relikwiarz Boruty ze Stopnicy, wyroby króla Zygmunta III, znajdujące się w katedrze warszawskiej, posąg srebrny roboty krakowskiej św. Stanisława ze Skałki, kilkaset wyrobów złotniczych z Muzeum Czartoryskich w Krakowie, a wśród nich wiele pamiątkowych klejnotów królów polskich. Zginęły wszystkie wyroby złotnicze Muzeum Narodowego w Warszawie, a wśród nich insygnia władzy króla Augusta III i jego żony Marii Józefy, zniszczone z rozkazu Hitlera. Nie sposób wyliczać wszystkich strat. Z zagrabionych naszych pamiątek i zabytków sztuki złotniczej udało się odnaleźć i rewindykować skarbce: krakowski, trzemeszneński, sandomierski, wielicki oraz część poznańskiego.
Tagi: jubiler, srebro, złoto
Po wojnie zrujnowane rzemiosło złotnicze początkowo nie umiało włączyć się w odbudowujące się życie gospodarcze. Dopiero ok. roku 1950 zaczęto organizować spółdzielnie złotnicze, jak „Orno” w Warszawie, „Rytosztuka” w Poznaniu lub „Imago Artis” w Krakowie, które zgrupowały w swych szeregach ludzi o dużym wykształceniu fachowym, odznaczającym się ogromnym umiłowaniem zawodu i troską o odbudowę i | przywrócenie dawnego znaczenia rzemiosłu złotniczemu. Pomocą w ich pracy jest coraz liczniejsza i lepsza literatura fachowa tak – złotnicza, jak i pokrewnych zawodów, wśród której na pierwszym miejscu postawić należy doskonałą pracę pt. „Zegarmistrzostwo” W. M. Podwapińskiego.
W trosce o właściwą organizację oraz gospodarkę metalami szlachetnymi z początkiem roku 1951 zostało utworzone państwowe przedsiębiorstwo pod nazwą „Centrala Jubilerska”, które rozwijając się z biegiem czasu otrzymało wyłączność dyspozycji wytwórstwem i handlem wyrobami z metali szlachetnych. Przedsiębiorstwo to, przekształcone następnie Zarząd Przemyślu i Handlu Jubilerskiego, rozbudowuje państwowe wytwórnie wyrobów z metali szlachetnych, które poprzez sklepy Państwowego Handlu Detalicznego „Jubiler” zaopatrują społeczeństwo w złotnicze wyroby zdobnicze. Utworzone w większych miastach złotniczo – zegarmistrzowskie punkty usługowe zaspokajają wszelkie potrzeby społeczeństwa w zakresie napraw i przeróbki wyrobów z metali szlachetnych.
Na zakończenie wspomnieć należy o podjęciu przez Centralny Zarząd Przemysłu i Handlu Jubilerskiego, na polecenie Ministerstwa Handlu Wewnętrznego, ogromnej pionierskiej pracy opracowania norm resortowych do przemysłu złotniczo-jubilerskiego. Praca ta niewątpliwie miała wielkie znaczenie dla dalszego rozwoju złotnictwa w Polsce.



Najnowsze komentarze